Wrocławski „Manhattan”

w Osiedla prawie idealne / Patchwork

Nie ma we Wrocławiu bardziej charakterystycznych powojennych gmachów niż kompleks mieszkaniowo-usługowy przy pl. Grunwaldzkim.

Zaprojektowany przez Jadwigę Grabowską-Hawrylak pod koniec lat sześćdziesiątych, zespół uznawany jest za jeden z najlepszych, najbardziej wyrazistych i zarazem najbardziej kontrowersyjnych dzieł architektury w powojennej Polsce. Gdy powstawał, był przejawem niezgody na powtarzalność – miał stanowić radykalny wyłom w masie tysięcy budynków mieszkalnych podobnych do siebie jak dwie krople wody.

W finalnej wersji projektu osłony z prefabrykatów nie miały być wyłącznie obudowami balkonów, lecz stanowić dodatkową warstwę, zewnętrzną skórę budynku. Według autorki, zwiększenie miąższości elewacji pełniło ściśle określone funkcje: po pierwsze, izolowało wnętrze od zewnętrznego hałasu, po drugie, stanowiło bufor – półotwartą przestrzeń między wnętrzem a zewnętrzem, zapewniającą mieszkańcom wyższych kondygnacji komfort i poczucie bezpieczeństwa.

Zmieniająca się z godziny na godzinę plastyka brył … podporządkowana jest wędrówce słońca.

Poza funkcjonalnymi walorami elementów zespół miał być rodzajem użytkowej rzeźby: wysublimowaną kompozycją płaszczyzn, krzywizn, zróżnicowanych faktur i kolorów. Dzięki starannie przemyślanym zestawieniom elementów eksponowanych na światło i stref zacienionych plastyka brył miała się zmieniać z godziny na godzinę wraz z wędrówką słońca.

Rama „H” – typ prefabrykatu tworzącego konstrukcję wieżowców – umożliwiała dowolne przekształcanie wnętrz. Żadna ściana nie pełniła funkcji nośnej, każdą można było wyburzyć. Gdyby zaistniała taka potrzeba, można było nawet połączyć mieszkania, a nową przestrzeń zaaranżować zupełnie od nowa. Jedynym ograniczeniem były ściany zewnętrzne, słupy szkieletu i rozmieszczenie pionów. Wobec ówczesnych restrykcji ta elastyczność była głębokim ukłonem w stronę użytkownika. Nowo wybudowany zespół natychmiast odmienił tę część miasta. Plac Grunwaldzki – a przynajmniej ten jego fragment – przekształcił się z cichej akademickiej enklawy w tętniący życiem ośrodek śródmiejski. Oferta usług, rozmieszczonych zarówno w pawilonach, jak i na parterze budynków, była całościowa: od sklepów różnych branż, przez lokale usługowe, po kawiarnie, restauracje i bary.

Dominujące nad usługowymi pawilonami „wrocławskiej ściany wschodniej” futurystyczne wieżowce także były z nieco innego świata. Szerokie schody prowadzące do drzwi wejściowych, obszerne hole, w których brakowało tylko konsjerżów, ściany licowane boazeriami i marmurowe podłogi. Oddzielone od świata zewnętrznego wielkimi witrynami, obiecywały więcej, niż mogła zapewnić ówczesna rzeczywistość. Były powiewem luksusu zupełnie nieprzystającego do realiów peerelowskiego Wrocławia.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Co zobaczysz

Jedno z najlepszych, najbardziej wyrazistych i zarazem najbardziej kontrowersyjnych dzieł architektury w powojennej Polsce.

Obiekt na mapie: