Apteka Pod Murzynem

Kiedy myślimy dziś o Starym Mieście i o jego dwóch najważniejszych placach – Rynku i placu Solnym, zwykle wyobrażamy sobie tę historyczną przestrzeń jako rodzaj rezerwatu – miejsce pamięci o dawnych epokach, które powinno trwać bez większych ingerencji współczesnych architektów. Jak bardzo jest to nowy pogląd – a na dodatek mylny w swoich założeniach – niech świadczy kamienica „Pod Murzynem” zaprojektowana w latach 20 XX wieku przez Adolfa Radinga, jeden z najlepszych przykładów modernistycznej awangardy.

Na historii najbardziej awangardowej z kamienic wrocławskiego Starego Miasta piętno odcisnęły co najmniej trzy przebudowy. Pierwsza nastąpiła w latach 20., kiedy właścicielka kamienicy mieszczącej jedną z najstarszych wrocławskich aptek – Mohren Apotheke – Aptekę pod Murzynem – Doris Leschnitzer postanowiła wcielić w życie plany swojego zmarłego niedawno męża Maksa. Do opracowania projektu przebudowy zaprosiła Adolfa Radinga – architekta związanego z wrocławską Akademią Sztuki i Rzemiosł Przemysłowych. Jego interwencja była nad wyraz zachowawcza – przebudowana w XVIII wieku kamienica została pozbawiona historycznego detalu, jej formy zostały zgeometryzowane, a nowoczesny kształt podkreślony kolorystyką – z białą elewacją zostały skontrastowane pasy ciemnych gzymsów. Niby moderna, ale w zachowawczym, staromiejskim wydaniu.

Zadanie obejmowało także przebudowę wnętrza apteki. Tu architekt mógł wyzbyć się wszelkiej konserwatorskiej poprawności. Do współpracy zaprosił kolegę z akademii – artystę Hansa Leistikowa. Ich dzieło było zachwycające – geometrycznie rozmieszczone kafle i malowidła inspirowane holenderskim neoplastycyzmem zostały dopełnione prostopadłościennymi lampami z mlecznego szkła, kaskadowo zwieszonymi z sufitu. Efekt nagromadzenia brył zwielokrotniły zainstalowane na ścianach lustra. Nie było wówczas we Wrocławiu bardziej awangardowo urządzonego wnętrza. Być może nie było takiego również nigdy potem.

Kolejna przebudowa nastąpiła w 1927 – dwa lata po ukończeniu pierwszej, kiedy pani Leschnitzer kupiła przyległą kamienicę, przy pl. Solnym 2. Ponownie zatrudniła Radinga, który miał nie tylko przebudować fasadę, ale połączyć funkcjonalnie budynki w jeden, który docelowo mieścić miał gabinety lekarskie. Tym razem architekt pozwolił sobie na znacznie więcej – nowy budynek otrzymał miękko ukształtowaną elewację, nawiązującą do modnego wówczas stylu okrętowego. Dodane zostały także balkoniki, tarasy na wyższych kondygnacjach, a cała fasada została obłożona szkłem. Horyzontalne linie elewacji zostały dodatkowo podkreślone neonowymi rurkami, które po zmroku rozświetlały budynek, sprawiając, że mógł być ikoną nowoczesności nie tylko za dnia, ale i w nocy.

Znacznie uszkodzony w 1945 roku obiekt nie odzyskał po wojnie szklanej okładziny. Na lepsze czasy czekał aż do przełomu wieków. Projekt modernizacji opracowali Mariusz Szlachcic, Jacek Więckowicz i Robert Budny. Udało się przywrócić pierwotny kształt elewacji – szklaną okładzinę, balustrady, ślusarkę okienną i wiele innych detali. Powróciła nawet rzeźba przedstawiająca postać Murzyna – opracowana na podobieństwo pierwowzoru przez Eugeniusza Geta-Stankiewicza. Nie powróciła jedynie apteka. Dziś budynek mieści redakcję lokalnego dodatku Gazety Wyborczej i lokal gastronomiczny na parterze. Odtworzona awangarda powróciła na Stare Miasto. Na początku lat 30. na sąsiednim narożniku pl. Solnego i Rynku powstał jeszcze bardziej radykalny i nowoczesny, monumentalny gmach Miejskiej Kasy Oszczędności, zaprojektowany przez Heinricha Rumpa. Potem – nawet w obliczu ogromnych, powojennych zniszczeń, nikt nie okazał się równie odważny, sprowadzając oba staromiejskie place do roli romantycznego, historyzującego retrosztafażu.

Co zobaczysz

Styl okrętowy na Starym Mieście – wyrazisty, graficzny i wciąż nowoczesny.

Obiekt na mapie: